Azar Javed

Description:

Złodziejaszek wychowany na ulicy przygarnięty przez księgowego i przyuczony do fachu, który jednak porzucił wracając na ulicę, gdzie czuje się najlepiej.

Spiritual
3: Artefakty – poszukiwanie i posiadanie przedmiotów magicznej mocy jest małą moją obsesją. Kwati posiadał kilka książek na temat legend – część z nich dotyczyła przedmiotów o mocy magicznej, która jest dla mnie niezrozumiała, ale niezmiernie mnie fascynuje.
2: Bezkarność – niechęć do bycia karanym. Za czasów młodości wiele moich czynów było sprzecznych z panującym prawem. Do dziś budzi to we mnie niechęć, zwłaszcza, że mam poczucie dziejącej się niesprawiedliwości wymieszanej ze strachem przed tym, że znów będę się musiał zmierzyć z karą.

5 |Agility
4 |Brawn
6 |Wits
5 |Presence

7 |Power
5 |Coordination
4 |Resistance
8 |Art
7 |Move

Vocations
Rogue 6
Scholar 7


C Social Class (Peasant/Serf)
B Attributes (20pts.)
A Vocations (6/7)
D Proficiencies (3)

Acrobatics 8
Acting
Ancient Languages
Animal Guise
Animal Handling
Arcane Theory
Artillery
Astronomy
Battle
Boating
Body Language
Breaking & Entering 6
Camoflage
Climbing 7
Combat Art
Craft/Trade
Dancing
Diploimacy
Disguise
Etiquette 8
Farming
First Aid
Folk Lore
Gamlbing 9
Games
Heraldry
Herbalism
Hunting or Trapping
Intimidate
Intrigue
Juggling
Knowledge: Artifacts 7
Knowledge: Undead 7
Law 8
Leadership
Lock Picking 7
Meditation
Musical Instrument
Navigation
Orate 9
Orienteering
Panhandling 6
Persuasion 7
Pickpocket 7
Read & Write 6
Research 7
Ridicule
Riding
Ritual Magic
Sailing
Scrounging
Secret Languages
Sincery
Singing
Sneak 6
Stewardship
Strategy
Streetwise 5
Style Analysis
Surgery
Survival
Swimming
Symbol Drawing
Tactics
Teamster
Theology
Tracking
Traps 8
Bio:

Swojego dzieciństwa dokładnie nie pamiętam. Ale najprawdopodobniej już od najmłodszych lat wychowałem się na ulicach stolicy Erenlandu – Alvedar`y zdobywając wszelkie umiejętności jakie posiadać może ulicznik. Nie wiem kim byli moi rodzice i co się z nimi stało i szczerze powiedziawszy teraz, gdy już jestem dorosły niewiele mnie to interesuje.

Od dziecka żebrałem, kradłem, oszukiwałem będąc stale wyjętym spod prawa. Niejednokrotnie udawało mi się uniknąć konsekwencji, ale początki były niezwykle trudne. Z czasem zacząłem nabierać doświadczenia, a moje umiejętności powoli rosły.

Przekwalifikowałem się na włamania, zaczynając od domów w slumsach kradnąc resztki ze spiżarni oraz drewniane zastawy stołowe, następnie próbując w domostwach mieszczan, których dobytek miał już wyraźnie większą wartość, ten jednak ciężko było upłynnić na czarnym rynku. Kolejnym etapem były magazyny portowe, z których po udanym skoku nie musiałem nic robić przez dwa trzy tygodnie, jednak samo przygotowanie włamania było też bardziej czasochłonne. Magazynów zaś pilnowali już strażnicy.

Dzień mojej wielkiej wpadki pamiętam bardzo dokładnie. Od początku zapowiadał się nieciekawie, wiatr znad rzeki niósł odór zgnilizny, w szynku barman podał mi zsiadłe mleko, brakowało tylko, aby ktoś oblał mnie szczynami gdy wyjdę na ulicę.

Wieczorem miałem zaplanowany wielki skok na magazyn, który po sam strych zapakowano skrzyniami z jakiegoś transportu zaopatrującego garnizon. Plan miałem ułożony wcześniej, w dzień zrobiłem ostatni obchód, by wieczorną porą zakradając się po dachach portowych kamienic zakraść się na dach magazynu i wejść do środka przez obluzowaną wcześniej kratę na oknie.
A tam już na mnie czekali – paru zbirów doskoczyło do mnie w ciemności, obalili mnie na ziemię, ktoś zdzielił mnie przez łeb i straciłem przytomność.

Jak długo byłem nieprzytomny – nie wiem. Przez świadomość przebija mi się ogromny ból jaki potem czułem, scena jak wpadam do lodowatej wręcz wody i ciemność.

Jak się potem okazało doniesiono na mnie – mój paser mając nóż na gardle i wybierając pomiędzy lojalnością, a interesem wydał mój plan władzom miasta. Zastawiono na mnie pułapkę, w którą wpadłem, skatowano okrutnie i wrzucono do rzeki licząc na to, że już nie wypłynę. Skatowano jednak za słabo. Konającego i majaczącego w gorączce znaleziono mnie w rynsztoku dolnego miasta. Moim zbawcą okazał się mężczyzna trudniący się fachem księgowego – starzec pamiętający jeszcze lepsze czasy, a obecnie starający się wiązać koniec z końcem służąc władzom miasta. Przygarnął mnie do siebie, zadbał o mnie i doprowadził do stanu podobnego przed wpadką, za co do dziś jestem mu dozgonnie wdzięczny.
Miałem wtedy kilkanaście lat.

Kwati – bo tak nazywał się mój dobroczyńca przyjął mnie pod swój dach, a w zamian za pomoc przy prowadzeniu domu dzielił się ze mną swoją posiadaną wiedzą. To dzięki niemu nauczyłem się czytać i pisać, to on pokazał mi jak wyłuskiwać wiedzę ze starych ksiąg, w których to był w posiadaniu, mimo, iż było to niezgodne z prawem. W dniu kiedy mi je pokazał obdarzył mnie ogromnym zaufaniem, a ja ucieszyłem się dostrzegając, że prawo, które dotychczas mnie uparcie karało łamią nawet tak dostojni ludzie. Znaczyło to bowiem, że to nie ze mną jest coś nie tak, a z aktualnym prawem.

Mimo tego, że posiadałem dach nad głową i utrzymanie to nadal znajdowałem okazje do szlifowania umiejętności ulicy. Kwati wysyłał mnie na zakupy, kradłem, a on cieszył się, że umiem świetnie się targować. Wysłany z przesyłką na drugi kraniec miasta dostarczyłem ją odciążając jednak adresata ze srebrnego świecznika, który stał w korytarzu jego posesji. Nocami wymykałem się z domu chcąc zaczerpnąć trochę powietrza z ulicy, a raz nawet włamałem się do domu jednego z przyjaciół Kwatiego korzystając z faktu, że znałem układ pomieszczeń i wynosząc z niego pewien naszyjnik będący jakąś rodową pamiątką. Do dziś mam go przy sobie. Nie udało mi się go upłynnić, bo wokół jego zniknięcia powstała niemała afera i patrole przeszukiwały miasto, aby go odnaleźć.

Zmuszony byłem się ukryć na jakiś czas, gdy sprawa przycichła wróciłem pod dom Kwatiego…

Azar Javed

Quarter to Midnight Lgaard